Samodzielność

Ostatnio byłam w kinie i urzekła mnie historia z życia jednego z bohaterów filmu, który będąc wiejskim dzieckiem miał marzenie. Chciał prowadzić traktor sąsiada.

Tak, tak, dobrze czytasz. Traktor. Piękny, ogromny, nowy. Marzenie każdego rolnika a co dopiero kilkulatka. Nasz bohater miał jednak pewną rysę. Niezmiernie się wstydził.  Droga do sąsiada, spotkanie z nim, poproszenie o przejażdżkę wydawała mu się nie do przebycia. Bał się wyśmiania, odmowy, odrzucenia… Pewnego dnia ojciec bohatera zawołał go i powiedział: Dzisiaj są twoje urodziny idź do sąsiada i poproś go o przejażdżkę traktorem. Idź śmiało. Porozmawiałem z nim już wcześniej. Na pewno ci nie odmówi.

Nasz bohater uwierzył, poszedł, zapytał i… spełnił swoje marzenie.

Jak myślisz ojciec wcześniej rozmawiał z sąsiadem? Nie.

Dlaczego okłamał własne dziecko? By go czegoś nauczyć. Dzięki tej lekcji nasz bohater przekroczył swoje ograniczenia. Zdał sobie sprawę z tego, że może prosić, pytać, mówić, realizować to, co chce. Wystarczy, że zaczął działać a jego pewność siebie, jego poziom odwagi, jego szacunek do siebie samego wzrósł. To takie proste. Wystarczy mierzyć się ze swoimi strachami.

Ta historia przypomniała mi pierwsze słowa, które świadomie zapamiętałam ze swojego dzieciństwa to: Sama, Sama, Sama. Płynęły one z ust mojej mamy, kiedy wydawało mi się, że potrzebuję jej pomocy. Zanim mi pomogła cierpliwie czekała, aż przynajmniej raz samodzielnie, spróbuję zrobić coś, co chciałam. Nauczyłam się dzięki temu samodzielności i…nie polegania na innych, jak mogę coś zrobić sama. W ciągu życia trochę z tą samodzielnością przegięłam. Okazało się, że miecz, którego używałam jest obosieczną bronią. Dopiero grubo po trzydziestce uczyłam się, że inni mogą mi pomóc, że mogę współpracować i to ma sens 😉

A jak jest z twoją samodzielnością?

Pozdrawiam ciepło

OR