SEKRETY OLGI

Sekrecty Olgi, czyli jak się motywuję jak mi się nie chce…

Znasz takie dni, kiedy… nic ci się nie chce? Kiedy budzisz się, zwlekasz się z łóżka, wchodzisz pod prysznic i dalej śpisz? Kiedy wydaje Ci się, że nie masz energii i jakbyś był za mgłą? Kiedy chodzisz 50 m na godzinę i wszystkie ślimaki w domu traktujesz jak bolidy formuły jeden?

Pochwała nic nie robienia w dresach
Ja też tak mam. Czasami czuję, że mi się nie chce. Tak, tak od czasu do czasu zdarzają mi się takie dni. Czasami raz w miesiącu, czasami częściej a czasami rzadziej. Kiedyś z nimi walczyłam. Mówiłam sobie trzeba być aktywnym, nie wolno stracić dnia, zrób coś pożytecznego! I ślęczałam nad komputerem, a w efekcie nic z tego nie wychodziło oprócz sfrustrowanego potwora albo wychodziłam na trening (bo trochę biegam) i każdy krok to był droga przez mękę.
Półtora roku temu odkryłam, że pożyteczne jest dla mnie – podarowanie sobie trochę luzu. Na pewno istnieje dobry powód, dlaczego czegoś nie chce mi się robić. Wkładam więc spodnie dresowe, wygodną bluzę, biorę kocyk i oddaję się błogiemu nic nierobieniu.
Odkryłam, że w ten sposób moje ciało się czegoś domaga i że daje mi znać, że powinnam o nie, a tym samym o siebie samą zatroszczyć. Dając sobie trochę luzu, daję sobie szansę na wzrost motywacji do wykonywania tych wszystkich rzeczy, które mnie czekają. I potem robię to szybciej.
Oto moje wyznanie: POCHWALAM CHWILĘ ROZMEMŁANEGO NIC NIEROBIENIA. Wszystkie poradniki, wszystkie książki, wszyscy dookoła mówią – weź się w garść, zmotywuj się, ogarnij się a ja mówię, że jak ci się  po prostu się nie chce… to bądź z tego dumny! Zatroszcz się o siebie. Płyń z prądem czasu i nie rób nic na siłę.
Największy sekret automotywacji? – możesz mieć takie chwile, że nic ci się nie chce i jest to całkiem zdrowe.
Zakochaj się w tym co cię czeka
Druga prawda, którą odkryłam w obszarze motywowania samej siebie, to zakochanie się albo przynajmniej zaciekawienie tym, co mam do zrobienia. Czy jest to projekt czy jest to trening fizyczny, zawsze zadaję sobie pytanie:  Ciekawe co mnie dzisiaj cudownie zaskoczy? Czym chcę się dzisiaj zauroczyć/zafascynować? I wychodząc z domu nastawiam swoje czułki na wyłapywanie rzeczy dobrych, pięknych, zabawnych, intrygujących zamiast tych szarych, złych, nieprzyjemnych… I wiesz co? To naprawdę działa. To trochę tak jak nastawienie swojego wewnętrznego radia na wyłapywanie tych właściwych, wewnętrznie nas karmiących (odżywczych) fal. Jak uwierzysz w to, że może cię spotkać coś pięknego – to to dostrzeżesz, bo baczniej obserwować zaczniesz świat. Zamiast bezrefleksyjnie przyjmować negatywną papkę, którą bombardują nas media i niektórzy otaczający nas ludzie, możesz zmienić dietę, którą karmisz swój mózg. I tu pojawia mi się szybkie pytanie: Czym dzisiaj się zachwyciłeś? Wymień przynajmniej trzy rzeczy i napisz do mnie (o.rzycka@d4e.eu).

Zakochiwanie się w świecie, w wydarzeniach, w doświadczeniach jest procesem zdecydowanie mnie motywującym. Dodaje mi energii do zdobywania kolejnych szczytów.

Kilka moich super-doładowywaczy.
A teraz kilka rzeczy, których używam kiedy zaczynam tracić motywację/energię do treningu fizycznego albo kiedy zaczyna mi się nie chcieć dokończyć jakiegoś zadania:
– Odwracam uwagę od tego, że mi się nie chce. Zaczynam myśleć o czymś innym lub zaczynam sobie coś śpiewać lub zaczynam mówić sobie, że chce mi się robić to co robię.
– Myślę o dobrych stronach tego, że robię to „coś” co robię.
– Biorę byka za rogi i się nie rozczulam nad sobą, czyli opieprzam siebie samą, że tak się nad sobą użalam.
– Stopuję negatywną myśl, mówię sobie w głowie „Stop nie myślę o tym“ albo jak Scarlet O’Hara „Pomyślę o tym później“ i skupiam się na tym co robię.
– Wybieram co chcę robić dodatkowo, żeby dana czynność mnie nie nudziła, czyli jak biegam, to zaczynam się przyglądać innym biegającym, albo bardzo pilnuję by dokładnie co 10 minut wziąć łyk z bidonu, albo co 12min zjadam kilka rodzynek.
– Obserwuję siebie  – wchodzę w rolę widza przyglądającego się sobie samej i to jest superinteresujące 😉 patrzę na to co robię, co myślę, co czuję ale z pewnego dystansu, tak jakbym nie była sobą tylko była obok siebie.
– Mówię sobie miłe rzeczy. Na przykład: „Dam radę“, „Jestem zajebista“; „Potrafię to zrobić“, i …“Per aspera ad astra“ (to takie zdanie dla bardziej zaawansowanych).
– Sprzeciwiam się głosowi wewnętrznemu, który mówi że nie dam rady, bo… kto jak nie ja… ;).
– Ufam sobie, że dam radę (powtarzam to jak mantrę).
– Jestem ciekawa tego, jak będę się czuła za dwa metry dalej, za pięć minut, jak skończę biegać.
– Jestem miła dla mijających mnie ludzi. Zauważyłam, że jak się nie skupiam na sobie tylko na innych, to…jestem bardziej pozytywna i przepełniona energią.
– Wiem, że będę zrelaksowana po…, czyli jak skończę to, co robię.
– Nie spinam się, że mam gdzieś konkretnie dobiec – po prostu biegnę i cieszę się tym że biegnę (nie stawiam sobie usztywniających mnie celów).
– Akceptuję to, że czasem coś mnie boli i… czekam aż przejdzie.
– Śmieję się z tego co sama do siebie mówię.
– Oczyszczam swoją głowę z myśli.
– Ćwiczę uważność (nie myślę o przeszłości ani o przyszłości, tylko o teraz)
– Wiem, że jak skończę będę mogła duuuuuuużo zjeść ;)))
I jeszcze na koniec
Jak zacząć działać, jak ci się nie chce? Po prostu! Zacznij! Zrób pierwszą małą rzecz. Otwórz oczy rano i się za to doceń. Potem ściągnij z łóżka prawą nogę, popatrz na nią i zauważ, że ją masz i że możesz jej użyć 😉 a potem ściągnij z łóżka lewą nogę i zakochaj się w swoim paluchu (swoją drogą ciekawa jestem kiedy ostatnio uważnie się sobie przyglądałeś z poczuciem, że masz fajne, dobre ciało). Podchodź do czekających cię wyzwań z pewnym dystansem, luźno, bez usztywniania się. Pośmiej  się. Pobaw się. Nie bądź śmiertelnie poważny – na to przyjdzie kiedyś czas.
Co ogólnie robię, żeby mieć energię na te wszystkie rzeczy, które mnie czekają: śpię, jem, śmieję się, oddycham, jestem życzliwa dla otoczenia, ograniczam korzystanie z mediów, nie myślę negatywnie – mówię do siebie i innych miłe rzeczy, zachwycam się światem, zakochuję się w tym co mnie otacza, doceniam małe rzeczy i przyjemności, lubię siebie, snuję marzenia, skupiam się na swoich mocnych stronach (nie katuję się tym, że jestem niedoskonała), dostarczam sobie pozytywnych emocji zamiast negatywnych,  jestem wdzięczna za to co mnie spotyka, cieszę, się, że wiele rzeczy mogę, mam otwartą głowę i serce, robię dobre rzeczy dla otaczających mnie ludzi. Staram się być najlepsza dla otaczającego mnie świata a nie najlepsza na świecie.
To tyle na dzisiaj 😉
OR
Ps. Jeżeli raz czegoś unikasz, na pewno będziesz chciał to uczynić drugi raz , i jeśli odkładasz na później rozwiązanie jednego poważnego problemu życiowego, następny będzie ci się wydawał o wiele trudniejszy. Oto sedno odraczania, odkładania na później i innego rodzaju ucieczki. Podnosisz sobie bowiem poziom trudności dokończenia czynności, którą chcesz odsunąć na potem.
Pss. Codziennie możesz zacząć – lub nie – żyć inaczej 😉

Leave a Comment