GDY BOLI

„Doświadczenie to nie to, co przytrafia się człowiekowi. Doświadczenie to to, co człowiek robi z tym co się mu przytrafia.“ – Aldous Huxley

Codziennie coś ci się przytrafia, coś się wydarza w twoim życiu. Pozytywne i negatywne zwroty akcji pojawiają się wplecione w tkaninę twojego życia. Jedyną w swoim rodzaju tkaninę. Niepodobną do żadnej innej. Możesz tę tkaninę rozgrzebywać, robić w niej dziury, po to, by wyciągnąć wydarzenie jak niechciany paproch, który wpadł ci do ciasta na naleśniki. Możesz również po prostu patrzeć i się zadziwiać jakością materiału, który tworzysz. 

Dzisiaj biegałam. Już na początku wiedziałam, że będzie ciężko. Od jakiegoś czasu jedno ze ścięgien w nodze daje o sobie znać, informując, że coś z nim jest nie tak. Boli. Zwykle jest tak, że rozpoczynam trucht i wszystko jest ok. Powoli się rozprężam i po kilku minutach to czuję. Ból. Tępy. Na tyle wyraźny, że przeszkadza i na tyle nieostry, by nie przerywać biegu. W pierwszym momencie się go boję, denerwuje mnie, myślę sobie „O nie! znowu on”. Ale biegnę dalej, obserwując czy rośnie czy słabnie. Oddycham częściej niż bym chciała, tak jakbym z każdym oddechem chciała się pozbyć niechcianego towarzysza. Chwilami myślę, że już przeszedł, po czym pojawia się znowu. To moment, kiedy przestaję z nim walczyć. Obserwuję go. Staram się do niego przywyknąć, bo wiem, że jest częścią mnie. Staram się go zrozumieć, bo przecież jest po coś, chce mnie ostrzec, ochronić przed czymś być może poważniejszym. I biegnę dalej. Obserwowanie daje mi dystans, daje mi spokój myśli, pozwala odetchnąć głębiej. I wtedy nawet jeśli boli nadal, to boli jakby mniej. Staram się zmienić punkt koncentracji i skupić się bardziej na tym, co mnie otacza. Zaczynam zauważać zielony kolor buków, mgłę po deszczu, mijających mnie ludzi. Niepostrzeżenie zaczynam się zachwycać małymi rzeczami. Droga mija a ja krok za krokiem jestem bliżej mety. Krok za krokiem zaczynam się zachwycać coraz bardziej. I mimo tego, że boli, to jestem w stanie być szczęśliwa. 

Z doświadczeniami w życiu jest podobnie. Czasami bolą. Czasami są bardzo niesprawiedliwe. Czasami są bardzo trudne. Pewne jest to, że się pojawią. I co wtedy z nimi robić? Oddychać i obserwować nasze na nie reakcje. Dzięki temu dowiemy się czegoś ważnego o nas samych, o ważnych dla nas samych rzeczach. Nie ma sensu byśmy przestawali się poruszać tylko dlatego, że czegoś doświadczamy. Ważne byśmy myśleli. Nie chodzi nawet o wyciąganie wniosków. Wystarczy sama obserwacja. Eksplorowanie. Odkrywanie. To zawsze da nam nową perspektywę i wiedzę o sobie. Wtedy pojawi się też moment by reflektor z siebie samego pokierować na zewnętrzny świat. Dostrzec małe rzeczy. Zachwycić się zwykłością.

One Comment

No! I to jest prawdziwy blog 🙂 Kiedy jakoś przypadkiem trafiłem w sieci do Twojego archiwum – przerzuciłem kilka tekstów – ale tak naprawdę, po zapowiedzi – pomyślałem że zaczekam na te nowe. Sssss – tak uchodziło powietrze gdy zobaczyłem ten pierwszy, po przerwie – kurwa, toż to reklama, handlu dźwignia, a nie żaden blog pomyślałem 🙂 Coaching i te tam, psycho-pierdółki, to dla mnie terra incognita – ani się nie znam, ani nie mam szczególnej ochoty zmieniać tego stanu rzeczy – ale te bólowe obserwacje – fajne. Słowem – będę tutaj zaglądał, chyba warto 🙂
Pozdrawiam
Marcin

Leave a Comment